I nie mówię tu o teraźniejszych/tymczasowych lordach z plakatów i gadających pudełek (znanych jako TV)
mówię o tym, którego „znamy” bo był znany
Sun Tzu
i napisał on:
„Jeśli znasz swojego przeciwnika, i znasz siebie – nie musisz się bać o rezultat nawet stu wojen.
Jeśli znasz siebie, ale nie znasz swojego przeciwnika – za każdą pojedynczą wygraną będziesz płacił pojedynczą przegraną.
Jeśli nie znasz ani siebie ani swojego przeciwnika – polegniesz w każdej bitwie”
Chwila refleksji – czy ja w ogóle znam swojego przeciwnika? Czy wiem kto mógłby nim być? A co z powiedzeniem że sami jesteśmy swoimi największymi przeciwnikami? Czy dwa minusy (nie znam przeciwnika i nie znam siebie) to już plus? A może znam i znam?
Pewnie kwestia spojrzenia. Jak z tą szklanką co to jest pełna lub pusta. W te upały wolę gdy jest pełna, i zimna.